Autor tekstu: pwd. Ewa Gnat
Korespondencja zucha Zdzisia.
Kochani! Jak wiecie, 21 kwietnia odbył się Wesołek – festiwal twórczości zuchowej, corocznie organizowany przez referat zuchowy naszej Chorągwi. Corocznie – czyli tak jak nasz hufcowy festiwal w Ornontowicach: o ile nie zajdą nieprzewidziane okoliczności i wszyscy się będą dobrze czuli. W tym roku więc wszyscy czuli się jako tako, toteż my, hufcowe zuchy, trafiłyśmy na plac Sejmu Śląskiego, przy którym to mieści się Górnośląskie Centrum Kultury, a w nim – teatr Korez. Udzielił on śląskim zuchom swej sceny i w ten to sposób wystąpiły one w prawdziwym teatrze. Kiedy weszliśmy, w sali teatralnej instalowali się już radiowcy. Przyjechali ze sprzętem prosto z Radia Katowice, które o 10.00 rozpoczęło transmisję z festiwalu. Zabrzmiał sygnał radiowy, a za nim – od razu my! Przywitaliśmy się ze słuchaczami okrzykiem ludowym. Ludowym dlatego, że w tym roku Wesołek był po prostu wielkim festynem wiejskim. Najbardziej nam się podobała festiwalowa przyśpiewka. Zaczynała się tak: Ej, lecioł, lecioł, aż sie wywalił, a jak sie podniósł, to lecioł dalij. A po tych słowach była jeszcze jedna zwrotka mówiąca mniej więcej o tym samym.
No i w ogóle – było świetnie. Żyjąc w dobie konsumpcjonizmu, my, zuchy, nie mogłyśmy nie docenić obfitości ciasteczek, oranżad i wód mineralnych. Miałyśmy też swoją wałówę (zaczęłyśmy jeść, jak tylko zapadłyśmy w teatralne fotele). Słowem – impreza full wypas. Jeśli myślicie, że moje gadanie o jedzeniu jako fundamencie zuchowego bytowania to przesada, toście są w błędzie. Pierwsze miejsce w głosowaniu gromad na najlepszą ludową majsterkę dostały zuchy, co przywiozły ciasto. Takie na blasze. Wiejskie.
Poza jedzeniem były też występy. Wędrowne Urwisy z Mikołowa wystąpiły z teatrzykiem o Pawle i Gawle – ale po śląsku. Świetnie im poszło – bez jednej pomyłki. Rekwizyty mieli bardzo fajne (najfajniejsza była wędka, prawdziwa). Weseli Piraci z Ornontowic zaśpiewali raźno o kurze, co nogę wykręciła i o kokocie, co ogon złomoł. Magda, harcerka z Avari, przygrywała na skrzypcach, a druh Marek na akordeonie. Ekipa dostała za występ wielką bombę (taką: „uuuu... bomba!”).
Nagrody przywieźliśmy w reklamówkach i zabezpieczyliśmy w zuchówkach. Jest tam mnóstwo kredek, farbek, jest papier, bibułka oraz wszelki sprzęt tnący i klejący. I jeszcze sporo różych majsterkowych różności, których wyliczania bym tu nie zmieścił.
Rzecz jasna, wypowiadaliśmy się też w radiu. Ale nie wszyscy. I mówilismy to, co Wam tu powiem: że Wesołek był fajny i że fajnie jest na niego pojechać!
[galeria zdjęć z festiwalu]
sobota, 28 sierpnia 2010
Zuchowy wesołek
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz